Na świat spoglądam zza szyby
I nie zdumiewa mnie nic.
Ktoś szepnie "ach, cuda, dziwy",
Lecz ze mnie milczący widz.
Szyba opluta przez zbrodnie,
Szyba, co spływa wciąż krwią.
Ja siedzę w cieple, wygodnie
I tylko ręce mi drżą.
Czasem ktoś szybę przemywa
I widzę złośliwy los,
Co się na nogi podrywa,
By uciec, śmiejąc się w głos.
Czasem grad monet zadzwoni
Mokry od potu i łez.
Dłonie przytknięte do skroni
- Bezradny, dziecinny gest.
Nie wierzę już w piękne słowa,
Nie wierzę w miłość i ład.
Poezję w sercu zachowam.
Niechaj ocali ten świat.