Zaduszki
Ona
(klęka przy grobie i patrzy na napisy)
Tutaj spoczywasz, mój przodku
Tutaj twa ziemska powłoka.
Tutaj... czy jesteś w środku
Duszą, co obca dla oka?
W sepii znam twoje oblicze,
Dzieje znam z opowieści.
Zdjęcia i pamięć- zwodnicze,
Ile się prawdy w nich mieści?
Znicz gaśnie, cisza dokoła,
Wiatr się w gałęziach chroni
I milczy. Chłód lgnie do czoła,
A zimny granit do dłoni.
Przodek
Usta, króre mnie wezwały
Dziwnie są podobne moim,
Znam też oczu blask ten śmiały
Jego każdy wróg się boi.
Krew, co płynie w twoich żyłach
Niesie podobieństwo twarzy,
Serca, duszy... moja miła!
O tym nigdym nie śmiał marzyć!
Wierzysz we mnie- jestem blisko,
Śmierć nas całkiem nie oddziiela
Od spraw ziemskich, wiemy wszystko
I potomnych chcemy wspierać.
Jednak wy nas odpychacie
Swą niewiarą, zapomnieniem.
Nigdy śmierci nie poznacie,
Żyjąc. Bo śmierć jest milczeniem.
Ona
Więc przybyłeś? Zawsze chciałam
Spojrzeć w twoje jasne oczy.
Nieraz się zastanawiałam...
Przodek
Widzę, smutek twarz ci mroczy...
Ona
...czemu czasu mur oddziela
Ludzi bliskich sobie duszą?
Czemu się nie mogą wspierać,
Żyć w odrębnych światach muszą?
Przodek
Nie słuchałaś- wszak mówiłem
- To nie czas, lecz wy tak chcecie.
Nie wierzycie w serca siłę,
Gdy duch przyjdzie- uciekniecie.
Nie wierzycie w bliskość zmarłych.
Gdy ktoś umarł- opłaczecie,
Żałobnicy w strojach czarnych,
Smutek serca wam oplecie.
Pamiętajcie o nas tylko,
Jak o żywych w innym świecie.
Życie jest zaledwie chwilką,
Sami wkrótce też umrzecie.
Zrozumiecie, co to znaczy,
Nie móc ostrzec, gdy pragniecie,
Ale trzeba to wybaczyć
I żyć cicho w lepszym świecie.
Wiedzcie, że jesteśmy obok
I sił zawsze wam dodamy.
Moja droga, jestem z tobą.
Pierwszy raz dziś rozmawiamy.
Jednak zawsze, od tej chwili,
Kiedy pierwszy krzyk wydałaś,
Gdym powieki ci rozchylił,
Dziwnie bliską mi się stałaś.
Zawsze, gdy się czegoś lękasz,
Zsyłam w nocy sen kojący.
Dzisiaj przy mym grobie klękasz,
Gładzisz czule głaz milczący.
Będę stróżem twoich dzieci
I twych wnuków- nie sam jeden!
Dusze tak od tysiącleci
Krążą między ziemią, niebem...
W twojej duszy cząstka mojej
Żyje, kwitnie i mnie woła.
Moja dusza bliższa twojej
Niż ktokolwiek pojąć zdoła.
Zniknę teraz, nie zobaczysz
Mnie już więcej w tej postaci.
Będę z tobą i w rozpaczy
I w radości. Mnie nie stracisz.
(rozpływa się)
Ona
Rozwiał się jak dymu smuga,
Lecz obecność jego czuję...
Znicze płoną... Noc jest długa...
Pojąć, co mi rzekł próbuję.
Teraz widzę! To nie znicze!
Ależ to... to ludzkie dusze!
Lśnią, milczące tajemnicze...
Dla nich coś uczynić muszę?
Kim jesteście? Co mam czynić?
Czy żądacie mej pomocy?
Dusze
Śpiewać, mówić, uszczęśliwić...
Nie bać się i patrzeć w oczy...
Dzięki Ci za to!
I w ogóle jest takie ludowe. I pozytywne, przede wszystkim
Ale dzięki
Po prostu słów mi brakuje!
Tak napisanego dzieła to nawet grube tomiszcze bym przeczytała.
Ale tu akurat jestem szczera, mam słabość do dramatów, a ten jest bardzo przyjemnie napisany.